
Na południowej wyspie Nowej Zelandii
leży miejscowość Kaikoura. Jest niewielka, ale turyści licznie ją
oblegają, ponieważ całkiem niedaleko od brzegu można blisko
podpłynąć do wielorybów. Organizowane są wycieczki, które jednak
często nie dochodzą do skutku ze względu na złą pogodę. Turyści
mają wtedy do wyboru albo wrócić skąd przyjechali, albo zjeść
świeżo wyłowionego lokalnego homara, albo udać się rozrywce
alternatywnej nie aż tak bardzo nagłośnionej:
snorkelingowi z fokami. Nie słyszy się o wielu miejscach
na świecie, gdzie byłoby to możliwe. W naturalnym środowisku -
oceanie, wchodzi się do wody głębokiej na półtora do dwóch metrów w
piance, płetwach, masce i z fajką po to, żeby wspólnie z dziko
żyjącymi fokami ganiać się wśród skał.
Woda jest zimna, skały ostre, a dziko
żyjące foki mogą się poczuć zagrożone i zaatakować. Dlatego też z
pozoru niewinna zabawa wymaga ściśle ustalonych reguł. Do siedliska
fok podpływa się najpierw niezbyt głośnym pontonem, potem wskakuje
się do wody i pilnuje, aby na płytszej wodzie nie wynurzyć się
powyżej pasa. Z jakiegoś powodu, gdy jesteśmy w większości
zanurzeni, foki czują się bezpieczne i są skore do interakcji.
Odpowiednio postępując, można zaobserwować wiele ciekawych
zachowań. Gdy wyjdą na skałę, zwierzęta raczej poruszają się
leniwie, wylegują się i są niechętne wobec gości. Natomiast, gdy
się z nimi nurkuje, już nie podchodzą z taką rezerwą. Po pół
godziny wspólnego pływania, zaczynają zaczepiać człowieka,
pozwalają na grę w berka i w chowanego. Stopniowo się oswajają i z
czasem zaczynają rozumieć, że to jeden i ten sam gość w ich
świecie.
Klasyczna komunikacja z konsumentem
jest trudna. Media takie jak telewizja docierają do niego, jak leży
na skale i jest niechętny, aby wkroczyć na jego teren. Na szczęście
możemy do każdego dotrzeć pod wodą, poprzez komunikację
interaktywną. Pod powierzchnią mamy szansę zbudować zaufanie
właśnie dzięki interakcji - zabawie w berka i chowanego. Możemy
płynnie i na stałe wejść w świat naszej grupy celowej. Trzeba być
jednak konsekwentnym i spójnym - jedna marka nie może raz być Dr.
Jekyllem a raz Mr. Hydem. Istota marki powinna pozostać ta sama we
wszystkich podwodnych i nadwodnych kanałach komunikacji, o co
powinien dbać zarówno marketer jak i jego dom mediowy. Jak twierdzi
przewodnik z Kaikoury, łatwo być pogryzionym przez foki, jeśli nie
trzyma się wypracowanych przez lata zasad snorkelingu.